WNiP w PSI: czy udział podmiotu powiązanego w zakupie przekreśla koszt kwalifikowany?

Przy wartościach niematerialnych i prawnych w Polskiej Strefie Inwestycji przedsiębiorcy zwykle koncentrują się na jednym pytaniu: czy dana licencja, know-how albo oprogramowanie w ogóle może stanowić koszt kwalifikowany.

To oczywiście ważne, ale w praktyce równie istotne są szczególne warunki przewidziane dla WNiP. I to one często przesądzają o tym, czy wydatek „broni się” w rozliczeniu pomocy publicznej.

Warto pamiętać, że WNiP powinny m.in.: być związane z transferem technologii, podlegać amortyzacji, być wykorzystywane wyłącznie w zakładzie objętym wsparciem, pozostać w jego aktywach przez wymagany okres (zależny od wielkości przedsiębiorcy), a ich udział w kosztach kwalifikowanych nie może przekroczyć 50% (warunek dla dużych przedsiębiorców).

Jednym z najbardziej ciekawych – i jednocześnie problematycznych – warunków jest jednak wymóg nabycia na warunkach rynkowych od podmiotu niepowiązanego. To właśnie on budzi najwięcej pytań.

 

Problem zaczyna się tam, gdzie wchodzi grupa kapitałowa

W obrocie gospodarczym bardzo często spotyka się model, w którym jedna spółka z grupy centralizuje zakup technologii. To ona negocjuje kontrakt z dostawcą, zawiera umowę ramową, ustala liczbę licencji albo zakres rozwiązania, a następnie rozlicza koszty z poszczególnymi spółkami korzystającymi z danego narzędzia.

Z biznesowego punktu widzenia to rozwiązanie całkowicie racjonalne. Ułatwia wdrożenie, poprawia pozycję negocjacyjną i porządkuje proces zakupowy.

Z perspektywy PSI pojawia się jednak wątpliwość: skoro w całym modelu uczestniczy podmiot powiązany, to czy można jeszcze mówić o nabyciu od osoby trzeciej niepowiązanej?

Moim zdaniem odpowiedź nie powinna być automatyczna.

 

Nie każda obecność podmiotu powiązanego oznacza problem

W tego typu sprawach warto odróżnić dwie sytuacje.

Pierwsza jest stosunkowo prosta: podmiot powiązany sam sprzedaje dane rozwiązanie, sublicencjonuje je albo w inny sposób występuje jako rzeczywisty dostawca WNiP. W takim układzie ryzyko jest oczywiste, bo trudno pominąć literalny warunek nabycia od osoby trzeciej niepowiązanej.

Druga sytuacja jest bardziej złożona. Podmiot powiązany nie tworzy technologii i nie jest jej faktycznym właścicielem, lecz pełni funkcję pośrednią: centralnie kontraktuje zakup, zbiera zapotrzebowanie od spółek z grupy, a następnie rozlicza koszt pomiędzy zainteresowane podmioty.

I właśnie tutaj samo uczestnictwo spółki powiązanej nie powinno jeszcze przesądzać o negatywnym wyniku.

 

Co ma znaczenie w praktyce

W takich przypadkach ważniejsze od formalnego przebiegu dokumentów jest to, jak wygląda gospodarcza treść całej operacji.

Kluczowych jest moim zdaniem pięć kwestii.

Po pierwsze, kto rzeczywiście przekazuje prawo do korzystania z WNiP.
Jeżeli technologia pochodzi od zewnętrznego, niepowiązanego dostawcy, a spółka grupowa jedynie obsługuje zakup, to sytuacja wygląda inaczej niż przy wewnątrzgrupowej sprzedaży.

 

Po drugie, kto realnie ponosi ekonomiczny ciężar wydatku.
Jeżeli koszt ostatecznie obciąża spółkę realizującą nową inwestycję i to ona wykorzystuje dane rozwiązanie w zakładzie objętym decyzją o wsparciu, jest to argument istotny z praktycznego punktu widzenia.

Po trzecie, czy prawa do korzystania z oprogramowania są faktycznie przypisane do konkretnej spółki i przez nią samodzielnie wykonywane.
Nie chodzi więc wyłącznie o konstrukcję umowy w grupie, ale o to, czy w praktyce dana spółka korzysta z licencji we własnym zakresie, na potrzeby własnego zakładu i w sposób odrębny od pozostałych podmiotów z grupy.

Istotne jest również to, kto faktycznie decyduje o zakresie korzystania z licencji – w szczególności o liczbie stanowisk, przedłużeniu umowy czy rezygnacji z jej dalszego wykorzystania. Jeżeli decyzje te pozostają po stronie spółki korzystającej z WNiP, wzmacnia to argument, że to ona faktycznie dysponuje prawem do korzystania z oprogramowania.

Po czwarte, jaka jest faktyczna rola spółki pełniącej funkcję koordynatora – czy ogranicza się ona wyłącznie do organizacji zakupu i rozliczeń, czy też w rzeczywistości przejmuje ekonomiczną funkcję dostawcy technologii w modelu wewnątrzgrupowym.

To rozróżnienie ma znaczenie, bo tylko w pierwszym przypadku można mówić o zachowaniu warunku nabycia od podmiotu niepowiązanego.

No i po piąte, czy warunki transakcji mają charakter rynkowy. Bez tego trudno w ogóle mówić o bezpiecznym podejściu.

 

Gdzie zachować ostrożność

Tu jednak potrzebny jest ważny zastrzeżenie: z takiego podejścia nie wynika, że każda refaktura w grupie automatycznie „ratuje” temat.

Byłby to zbyt szeroki wniosek.

Takie stanowisko można obronić tylko wtedy, gdy dokumentacja rzeczywiście pokazuje, że:

  • źródłem technologii jest podmiot niepowiązany,
  • warunki odpowiadają realiom rynkowym,
  • konkretne prawa są przypisane określonemu przedsiębiorcy,
  • a rola spółki powiązanej ma charakter pomocniczy, organizacyjny albo rozliczeniowy.

Im bardziej podmiot powiązany zaczyna występować jako samodzielny dostawca rozwiązania, tym większe pojawia się ryzyko, że organ spojrzy na transakcję inaczej.

 

Dlaczego ten temat jest coraz ważniejszy

W nowych inwestycjach coraz częściej wartość projektu nie kończy się na hali, magazynie czy maszynie. O przewadze przedsiębiorcy decydują dziś również systemy ERP, rozwiązania logistyczne, narzędzia planistyczne, automatyzacja obiegu danych czy know-how operacyjne.

To oznacza, że w PSI coraz większe znaczenie ma nie tylko sama infrastruktura materialna, ale też poprawne „ułożenie” technologii niematerialnej. A przy niej błędy najczęściej nie wynikają z samego przepisu, tylko z nieprzemyślanego modelu dokumentacyjnego.

 

Wniosek

Moim zdaniem sam fakt, że w procesie zakupu WNiP uczestniczy podmiot powiązany, nie powinien automatycznie wykluczać kwalifikowalności wydatku w PSI.

Kluczowe jest raczej to, czy rzeczywistym dostawcą technologii pozostaje podmiot niepowiązany, czy warunki są rynkowe, kto faktycznie nabywa prawo do korzystania z rozwiązania i czy dane WNiP jest rzeczywiście związane z zakładem objętym decyzją o wsparciu.

W praktyce to kolejny przykład, że w PSI nie zawsze decyduje sam układ formalny. Bardzo często rozstrzygające jest to, jak wygląda ekonomiczna i prawna istota transakcji.

Pracuję w standardzie, który przedsiębiorcy znają 
z największych firm doradczych, ale jednocześnie 
w modelu bardziej bezpośrednim, uważnym i elastycznym. Mówię jasno, działam konkretnie i nie buduje dystansu tam, gdzie potrzebne jest to, co ludzkie – zaufanie i spokój.

Ważną częścią mojej praktyki jest także praca w środowisku międzynarodowym, w tym jasna, biznesowa komunikacja 
z klientami i partnerami biznesowymi – w języku niemieckim i angielskim. Zapewniam nie tylko ekspercki poziom merytoryczny, ale też coś równie ważnego: poczucie, że nad złożoną sprawą naprawdę ktoś panuje.

Bo w wymagających projektach klienci nie potrzebują tylko eksperta od podatków – potrzebują partnera, który potrafi złożyć skomplikowane elementy w logiczną całość i nadać decyzjom właściwy kierunek.

Więcej o mnie

Porozmawiajmy o Twoim biznesie.
Zostaw wiadomość.

    Michał Gosek

    Jeśli jesteś zainteresowany szkoleniem
    zostaw wiadomość.